Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inspiracje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 kwietnia 2020

Widmowy pamiętnik

Hej!

W tych ciężkich czasach samoizolacji Widmo nie pozostaje głuchy na potrzeby społeczności i... dzisiaj pojawią się dwa tworki izolacyjne!

Miałem kiedyś pomysł na cykl, który roboczo nazwałem "Miejsca, w których śniłem...". W swoim niekrótkim, a jednocześnie niedługim już życiu śniłem dużo snów w miejscach różnorakich. Cykl miałby opisywać te, w których przyszło mi nocować więcej niż dwa, no trzy razy. Czyli nie jednorazowe przypadki i noclegi.
A przynajmniej nie z reguły.

niedziela, 23 lutego 2020

Inspiracje... vol.11

Hej!

Posucha tutaj straszna, co nie? Zwiędły i uschły wszelkie tworki kwiatki niepodlewane. Ale może da się jeszcze to wszystko odratować? Nie no, nie może... na pewno się da. :)
Znacie te historie: zagubiony wędrowiec na pustyni, chwiejący się na nogach, lecz idący nadal. Raz po raz suchym językiem przeciągający po spieczonych wargach, podczas gdy żar lejący się z nieba i gorący wiatr wyciskają z niego ostatki drogocennej wilgoci, karmiąc nimi złote piaski. Gdzieś tam w oddali majaczy oaza - miraż na horyzoncie, pragnienie i marzenie, obietnica przetrwania czy może fatamorgana?

czwartek, 12 lipca 2018

KWD 4.0


"Noc była ciemna, ciepła i spokojna, czyli taka, jaką zawsze być powinna.
Niebo, roziskrzone milionem migoczących punkcików, wisiało sobie w najlepsze nad uśpionym domem. Co jakiś czas spadająca gwiazda sunęła ze świstem poprzez atmosferę, celując w blaszany dach, ostatecznie jednak lądując w czarnej otchłani komina, gdzie (otulona w swój gwiezdny ogon) zasypiała wśród sadzy.

Przez otwarte okno płynął świerszczowy koncert oraz wściekłe brzęczenie komarów, które bezskutecznie próbowały sforsować przeszkodę w postaci moskitiery. Żaby, niczym sekcja rytmiczna dla świerszczowych solistów, rechotały w niedalekim stawie, zwiastując nadejście słonecznego dnia.

Gdzieś z kąta pokoju rozległ się szelest kartek, a następnie ciche mruczenie. Ktoś nucił sobie pod nosem popularną, urodzinową melodię.

czwartek, 21 czerwca 2018

Widmowy pamiętnik

Hej!

Macie takie miejsce, które możecie śmiało nazwać WASZYM miejscem? Jakiś własny skrawek trawy, piasku czy skały, który należy tylko do Was? Nie mam tutaj na myśli własności udokumentowanej papierkiem z urzędu. Miejsce może być Wasze, bo tylko Wy tam czujecie się dobrze!

Ja miesiąc temu znalazłem Wyspę. Odsłoniło ją obniżenie poziomu rzeki. Wyłoniła się z kipieli i uśmiechała się do mnie z daleka żółtą łachą piasku. Grzechem byłoby nie skorzystać z zaproszenia.

A więc pewnego ciepłego, słonecznego dnia udałem się na Wyspę.

sobota, 3 marca 2018

Widmowy pamiętnik

Hej!

Na początek zabawa w skojarzenia. Z czym wam się kojarzy słowo SONET?
No, pomyślcie o tym. Macie już?

A teraz ja spróbuję zgadnąć, z czym się Wam skojarzyło. :D

Przeprowadziłem dokładne badania i długotrwałe analizy, przeszukałem dogłębnie internety i odbyłem niezliczone wręcz konsultacje z ekspertami w wielu dziedzinach. Okazuje się, że skojarzeń z sonetem jest... no jest ich dużo.

Zdecydowanej większości mieszkańców USA sonet kojarzy się z sorbetem. Jedzenie jest głęboko zakorzenione w amerykańskiej tradycji, toteż jakoś mnie to nie dziwi (po każdym trzydaniowym obiedzie, poprzedzonym przystawką, popitym dietetyczną colą i zakończonym deserem, w przerwie od jedzenie popcornu Amerykanie sięgają po sorbet. Wszak owoce są zdrowe). Podobnie mają kucharze.
Niemcom sonet kojarzy się ze słońcem. Dziwne. Prawdopodobnie to skojarzenie zostało spopularyzowane przez pewien zespół muzyczny, który śpiewał o SONNE(tach?).
Włochom nie wiem, z czym się kojarzy. Pewnie z pizzą, winem albo Ferrari.
Polakom z Ewą. I z mlekiem.
Koreańczykom z Południa kojarzy się z samochodem, dokładniej z Sonatą. Co ciekawsze, takie skojarzenia pojawiają się również wśród muzyków.

Okej, a tak teraz na poważnie:

wtorek, 31 października 2017

Widmowy (Dziadowy) Pamiętnik

Hej!

Dzisiaj trochę o tradycji moich dziadowych (he he) wpisów - dosłownie odrobinę wspominek, trochę nowego tworka (a nawet cały nowy tworek, a co mi tam), a także Słowiańskie Dziady dla moli książkowych (wyjaśnienie w głębi posta). Ale najpierw...  Cmentarze! Zacznijmy od cmentarzy.

A z cmentarzami sytuacja ma się następująco
Każdy o tym wie, że dzielimy je na dzienne i nocne. A przynajmniej ja to wiem i ja je tak dzielę. Cmentarze dzienne bywają puste/zatłoczone, czasami zadbane/zaniedbane, a także nowsze/starsze - niepotrzebne skreślić. Ogólnie cmentarze dzienne jakoś mnie nie pociągają. Znaczy się, te nowsze i zatłoczone. Co innego stare nekropolie - jak na przykład ta ze zdjęcia obok. Tak stare, że nawet Jezusa pochłonęło drzewo. Takie cmentarze potrafią wchłonąć.
Stary cmentarz gdzieś w Łupkowie, fot. własna

Inaczej sprawa ma się z nocą...

Cmentarze nocą bywają piękne, tajemnicze, niepokojące. Chyba dokładnie w tej kolejności i chyba bez innych możliwości wyboru epitetów. No i często bywają puste, a jak już, to ludzi jest niewiele.

Przeraża Was nocny cmentarz?
Zupełnie niepotrzebnie Wybierzcie się tam w nocy, w tym okresie zniczowym. Gwarantowane niesamowite doznania.

Okej, dzisiaj nie będzie o cmentarzach, a o... o tradycjach? Bowiem, jak sprawdziłem, moje wpisy końcowo-październikowe to już pewien rytuał.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Inspiracje... vol.10

Hej!

Na początek słówko wyjaśnienia... Coś technologia mi spłatała figla i wczorajszy erotyk się nie pojawił. Post zaplanowany na 22:00 wyparował z bloga i nie ma po nim śladu. Dziwne. No cóż, czasami bywa tak, że nie wszystko układa się po naszej myśli, prawda?

Przyznam szczerze, że nieco mnie to zirytowało. Zamiast więc tworka erotykopodobnego, coś Wam szepnę na temat Inspiracji...

wtorek, 14 lutego 2017

Winotynki, czyli Szarego Walentego oblicz kilka

Hej!


Walentynki... Już na samym wstępnie pragnę hmm... zapewnić/uspokoić/rozczarować: nie mam zamiaru w żaden sposób krytykować dzisiejszego "święta".

 
Walentynki, tak między nami, mnie osobiście ani grzeją, ani ziębią. Ot, dzień jak co dzień, nie potrzeba przecież święta, aby sobie okazywać uczucie... Tak, wiem, jakie to oklepane stwierdzenie. :D
Wiem jednak także, że wiele osób stara się jakoś Walentynki celebrować ze swoimi drugimi połówkami. Kolacje, spacery, kino czy wieczór przy laptopie, ale razem - piękna sprawa. Każdy niech sobie będzie Walentym takim, jakim chce być.
No bo jeśli chodzi o Grey'ów, to jedni wolą Christiana, inni Doriana, a jeszcze inni Sashę.
I naprawdę nic w tym złego.
:)

czwartek, 17 listopada 2016

WidmoRetro

Hej!

Na początek, wspomnienie... Tak, Pan Leonard.
Cóż, przyznam się szczerze, ze wielkim znawca twórczości nie byłem, jednak słuchało się tego i owego. Poznałem go późno, jakoś w czasach, gdy w telewizji rządziła lista "30 ton", wtedy to jego kawałek "In my secret life" szturmował czołówki, wtedy to i ja posłuchałem nieco Cohena. Potem jedna piosenka, druga, trzecia...
Coś w tym głosie było hipnotyzującego. Taki aksamit. Taka strasznie mocna kawa i dym papierosowy. Magia.
Szkoda.

***
Okej, do postu.
Dziś nie będzie tak długo jak ostatnio. "Więc Ty, który nie lubisz dużo czytać, uspokój się! Postaraj się pododawać do siebie literki, wyjdzie Ci!" :D
A tak na poważnie (bo chociaż nie będzie długo, to za to będzie poważnie), chciałbym coś naskrobać o... sławie. Tak, o uwielbieniu tłumów, fejmie - jak to zwykło być modnie ostatnio ujmowane.

poniedziałek, 11 lipca 2016

KWD 2.0

Heeej!

Wiem, wiem... jakże to mi wszystkie plany ostatnio w łeb biorą. Miało być tak pięknie, miały być dwa posty... a tutaj ani jednego. A to z prostego powodu - pomyliłem daty w automatycznym publikowaniu postów. :D
Paskudne niedopatrzenie. Ale cóż, nie ma tego złego, jak to mówią. Mam okazję z dwóch postów, w tę jakże przepiękną, lipcową noc (sen nocy letniej, nie ma co!) sklecić dla Was post z dwóch postów, a na dodatek - z dwóch lat KWD!

Zapinamy więc pasy, moi Najmilsi. Zapraszam na wspomnieniową przejażdżkę kolejką kawidmode.blogspot.com. Będzie długo...uprzedzam.

Zaczęło się...

czwartek, 11 lutego 2016

Inspiracje vol.9

Hej!

Dawno nie było Inspiracji, więc dziś słówko o... pisaniu w drodze.

Autobus, pociąg... tak, tam zdarzało mi się pisać. Oczywiście w tym drugim pisanie jest wygodniejsze, bo nie rzuca aż tak bardzo. Pisanie w środkach lokomocji jest nieco inne niż w wygodnym łóżku albo na skraju lasu. Ciągle coś się zmienia, myśli przelatują jak świat za oknem, już ją masz, a ta okazuje się mijaną wierzbą i już jej nie ma. Nie zapatrzysz się na nic długo. Dynamizm przecieka do wiersza. Inna sprawa, że mnóstwo rzeczy może Cię rozproszyć, zwłaszcza te za oknem. Ograniczone światło może być utrudnieniem w pisaniu - raz pisałem przy świetle płynącym z telefonu, czego efektem były trzy zwrotki i rozładowana bateria. Hmm... tego wiersza jeszcze tutaj chyba nie przedstawiałem... niebawem!

Poza tym współpasażerowie... raz mi się zdarzyło, że pewna pani chciała przeczytać, co tam bazgrolę. Był to tworek pt. Jak maki, który już prezentowałem na blogu (TUTAJ). Pani przeczytała i powiedziała, że ładny. Ot, tak po prostu. Ładny.
To było miłe.

Pisanie w podróży ma też jedną wadę... wiesz, że musisz skończyć, gdy przychodzi do wysiadania. Gdy zbliża się cel podróży. Nie dokończysz wiersza już później. A przynajmniej mi się nigdy nie zdarzyło dokończyć. :)

Tworek, bo czas mnie nagli... poza tym mam dziś takiego lenia, że nie wykrzeszę z siebie więcej, przepraszam! Tworek, a jakżeby inaczej, pisany w podróży. W drodze do domu.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Inspiracje... vol.8

Hej!

Miałem tutaj wpisanych już kilka linijek, ale przeczytałem to jeszcze raz i skasowałem... o kurde, jakie ja dzisiaj głupoty piszę o tej miłości! A to przecież temat łatwy i przyjemny do opisania, ot chemiczna reakcja w umyśle pchająca nas ku prokreacji... jakże to przyziemnie (a czasami "nastolnie", "przedpralkowo" albo "wśpiworowo"!;] )brzmi, prawda?

Dobra... jakże nie wracać do miłości, skoro to jedno z silniejszych uczuć, które napędza poetę? Nie, nie mam zamiaru nikogo oszukiwać - niespełniona miłość, miłosny zawód lub strata miłości wyzwala pokłady weny, którą po prostu TRZEBA gdzieś przelać. No i ja, swego czasu, przelewałem w ilościach dość sporych. Papier, jak to mówią, przyjmie wszystko.
Nawet największe, miłosne bzdety...
To nie jest tak, iż jestem cyniczny w tych kwestiach... i że jakoś z upływem czasu zatraciłem wrażliwość. To chodzi bardziej o to, że moje wczesne pisaniny dzisiaj wywołują u mnie uśmiech nostalgii połączony z politowaniem. Wspominałem, że są naiwne? W sumie kwiecień stanie pod znakiem Widmo-retro, więc poznacie dwa tworki dość stare, więc sami ocenicie.

Co zaś się tyczy miłości... miłość platoniczna, paliwo dla ckliwej poezji i wszelkiego rodzaju głupich uczynków. To materiał na osobny wpis - coś tak mi się zdaje. Ale czy dam radę go stworzyć? Czy znajdę na to czas i, najważniejsze, czy warto pisać o tym, co zostało już niejednokrotnie opisane? Nie wiem.
Wracając zaś do tworka... tak, jest to rymowanka, w dodatku jest to rymowanka o uczuciu, o wyborach, o stracie, o rozpaczy... poniosło mnie? Sami oceńcie.

sobota, 10 stycznia 2015

Inspiracje vol.7

Hej!

Witam wszystkich w nowym roku. Jeszcze nie miałem okazji tego zrobić tutaj, na blogu. Co prawda na fejsiku już się przywitałem, ale to nic w porównaniu z przywitaniami tutaj.
Tutaj wszystko ma jakąś taką inna otoczkę. Dla mnie to magiczne miejsce, a "wystrój wnętrza", którego jesteście świadkami, trafia w moje wyobrażenia... to głównie dzięki "Śmierci, Która Mówi", za co jej szczególnie dziękuję.

Jak zaczął się wam ten rok? Jak skończył się poprzedni? Czy były fajerwerki na niebie i w głębi duszy? Czy niektórzy wraz z Nowym Rokiem rozpoczęli to mistyczne "nowe życie"? :)

Inspiracją do tworzenia może być wiele rzeczy, jak to zdążyliśmy się już przekonać w poprzednich sześciu odsłonach cyklu. Ostatnio przekonałem się, iż dla mnie niezwykle płodnym twórczo okresem jest czas... smutku.

niedziela, 30 listopada 2014

Inspiracje... vol.6

Hej!

Dzisiaj 30 listopada, a jednocześnie niedziela, więc mam niemały kłopocik z decyzją, co wybrać... KaKu czy mój tworek. Łączyć tego nie chcę, bo kuuurczę... tyle czytania. I mnie by się odechciało. :)

Zdecydowałem, że dzisiaj będą Inspiracje, a jutro pojawi się KaKu. Jednak, niestety, pewnie dopiero jutro wieczorem... ale będzie, proszę się nie martwić.

Przechodzimy do Inspiracji.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Inspiracje... vol.5

Hej!

W sumie dzisiaj miał być sonet... tak, miał być klasyczny sonet, cztery zwrotki sonetowe, rymy takie sonetowe, ogólnie coś sonetowooo... sonetowego.
Znamy te sławne sonety krymskie pana Adama M. Znamy?
Wiemy, jak to wygląda. Wiemy?
No... to miało być coś w tej formie, ale nijak nie takie. Nie byłem na żadnej długiej wyprawie ostatnio, która wymagałaby (umożliwiałaby?) taki zapis podróży. Miał być dzisiaj sonet pt. Bajeczna, napisany ponad dwa lata temu. Ale...

Piszę, że "miał być", "miało być", ale dzisiaj nie będzie sonetowego dnia.
Pora zacząć Inspiracje...

Dzisiaj w nocy było... hmm... było mi dziwnie. Zacznijmy od tego, że spać nie mogłem (jeszcze pozostałości pełni księżycowej mi chyba w okno stukały...), a jak już w końcu zasnąłem, śniły mi się straszne głupoty (straszne straszecznie, nie chcecie wiedzieć...). W końcu obudziłem się gdzieś po trzeciej i musiałem coś zapisać. "Nadejszła wiekopomna chwiła...", że tak powiem klasycznie. Wena wlała się we mnie i z siłą przyboju roztrzaskała sny na drobne kawałeczki, które wypłynęły przez uszy i wyfrunęły wraz z oddechem. Słowa przelewałem na papier prawie nie patrząc, oślepiony żarówka, której żarzenie się nadal skrzy mi w uszach. Długopis wypisał się akurat wtedy, w połowie pisania, ołówek był pod ręką... wystarczył. Musiał wystarczyć. Gdyby nie było niczego innego, nie dokończyłbym pewnie pisania. Wszystko by uleciało. A potem zasnąłem znowu, na ostatnie dwie godziny snu.

Rano przyjrzałem się kartkom i słowom. Skreśliłem tylko dwa, dwa dopisałem. Reszta została nienaruszona. Przybój weny, przypływ natchnienia, tornado inspiracji i ciemny sen bez snów, oto krajobraz po wczorajszej bitwie w mojej głowie. I to pobojowisko na kartce w zeszycie. Półdługopisowe, półołówkowe.
Pierwszy raz coś takiego miałem.
Ja rozumiem, wieczorne przemyślenia i pisanie. Rozumiem poranki i zapisywanie snów. Ale sen-pobudka-pisanie-sen... tak jeszcze nie miałem.
Podzielę się tym. I czekam na opinie.
Osobiście... chciałbym więcej takich nocy.


Skurcz

kiedy złapie skurcz, złap palce
u stóp, przyciągnij kolano
do piersi. i serce też
do piersi. i módl się
by Bóg, w swoim oceanie
pełnym chmurnych białych rekinów
pływał równie dobrze
co chodził po wodzie.

top się
módl się
i ciągnij

a jak skurcz minie
znów bez niego
sobie wypłyniesz.

masz jeszcze dużo innych
mięśni.