Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 lipca 2018

KWD 4.0


"Noc była ciemna, ciepła i spokojna, czyli taka, jaką zawsze być powinna.
Niebo, roziskrzone milionem migoczących punkcików, wisiało sobie w najlepsze nad uśpionym domem. Co jakiś czas spadająca gwiazda sunęła ze świstem poprzez atmosferę, celując w blaszany dach, ostatecznie jednak lądując w czarnej otchłani komina, gdzie (otulona w swój gwiezdny ogon) zasypiała wśród sadzy.

Przez otwarte okno płynął świerszczowy koncert oraz wściekłe brzęczenie komarów, które bezskutecznie próbowały sforsować przeszkodę w postaci moskitiery. Żaby, niczym sekcja rytmiczna dla świerszczowych solistów, rechotały w niedalekim stawie, zwiastując nadejście słonecznego dnia.

Gdzieś z kąta pokoju rozległ się szelest kartek, a następnie ciche mruczenie. Ktoś nucił sobie pod nosem popularną, urodzinową melodię.

piątek, 1 czerwca 2018

Widmowy Dzień Dziecka

Hej!

Dzisiaj mamy Dzień Dziecka, toteż tworka nie będzie, zapraszam za to na bajki!
Tak, tak, na bajki, bo mam dla Was dwie opowieści. Pierwsza będzie historią z morałem dla każdego, za to druga... no, ta druga to zdecydowanie dla nieco starszej publiczności. :D

Zapraszam więc do lektury, Dzieciaki! :)


***

O koniu na biegunach i pluszowym zajączku

W pokoju dziecinnym koń na biegunach mieszkał już id dawna. Zjawił się chyba jako pierwszy, bo nikt z małych mieszkańców nie pamiętam jego przybycia. Zestarzał się w międzyczasie, wyblakł brąz jego powłoki, wytarta skóra świeciła tu i ówdzie brzydkimi dziurami. Karku nie zdobiła już bujna grzywa i ogon wyłysiał, bo włosie wyrwano na nitki do pereł. Jednak z wiekiem przyszła też mądrość i stateczność. Dla wszystkich mieszkańców nie był już zwykłym koniem na biegunach – był aż Koniem.
Pewnego dnia, gdy ludzi nie było w pobliżu, przykicał do niego młody, pluszowy Zajączek.
- Co to jest naprawdę? – zapytał długouch. – Czy to znaczy mieć w sobie, jak niektóre nasze koleżanki lalki, rzeczy, które pozwalają mówić i poruszać się?

niedziela, 24 grudnia 2017

Opowieść Wi(dmo)gilijna...

Deszcz nie odpuszczał już od dobrych kilku dni. Zdarzały się co prawda momenty, że padał mniej, zdarzały się nawet chwile, że przestawał padać zupełnie. Jednego wieczoru widać było nawet gwiazdy na niebie (przez jakąś godzinę, okno pogodowe czy jakoś tak...). Jednak deszcz nie odpuszczał, wracał jak bociany na wiosnę. Piękny grudzień, nie ma co.

"Rześko..." pomyślał Pan Kot, strzepując z futerka krople zimowego deszczu. "Już wolałbym to zimniejsze, białe. Przynajmniej futerko się tak nie moczy..."
Przysiadł pod wysuniętym daszkiem stodoły i wpatrywał się w moknące na podwórku kury. Tym ptaszyskom najwyraźniej nie przeszkadzało, że pada. Woda bynajmniej nie spływała po nich jak po kaczce. Jednak trzeba było chodzić, grzebać w ziemi, chodzić znowu i znowu grzebać.
Ot, kurze życie.
Pan Kot nie lubil deszczu. Grząska, nasiąknięta wodą ziemia w niesamowity wręcz sposób absorbowała ciepło z łapek. Po co ziemi było potrzebne to ciepło? Padające krople, w przeciwieństwie do śnieżynek, nie odbijały się od futerka, zamiast tego natychmiast się w nim chowały. Po co one szukały tam schronienia? Wiatr nie niósł za sobą zapachu świeżości, a ostry swąd dymu z komina. Dlaczego nie jedliny i tłuściutkich myszek?
Pan Kot nie znał odpowiedzi na te pytania. Wiedział za to, gdzie chce się znaleźć. W suchym domu, przy ciepłym kaloryferze, w pachnącym choinką pokoju.
"To dziwne drzewko jest interesujące... Muszę mu się przyjrzeć bliżej" zdecydował Pan Kot. "Ale najpierw coś zjem. Wysuszę też łapki i futerko. A później znowu coś zjem. Tak, zdecydowanie coś zjem."
Ruszył więc w kierunku domu najeść się i wysuszyć. Na dzisiaj dość spacerów. Norma wyrobiona.
Kilkoma susami dotarł do płotu, wdrapał się nań z łatwością, i ze sztachetowego szczytu rozejrzał się ostrożnie. Psa nie było w zasięgu wzroku. Pewnie deszcz zagonił go do budy, toteż droga do domu stała otworem. Już kilka chwil później Pan Kot wstępnie doprowadzał do porządku swoje futerko, czekając pod drzwiami wejściowymi na pierwszego człowieka, który łaskawie wpuści go do środka.