Hej!
Wiecie, co jest najgorsze w pisaniu takiego czegoś? Wypełnienie założeń.
Założyłem sobie, że będzie to tworek w trzech aktach, że każdy akt będzie mieć po dziesięć scen, każda scena będzie dłuższa niż strona oraz pisana trzynastozgłoskowcem.
Zaczynając od tyłu, wszystko było całkiem proste, aż do ilości dziesięciu scen w akcie. Tak, już na początku miałem plan ramowy każdej sceny, jednak w trakcie pisania nowe pomysły wpadały do głowy, inne wydawały się niezbyt fajne... Zmieniając jedną scenę, dokonywałem automatycznych zmian w kolejnej. Utrzymanie ciągłości stało się momentami trudne.
Tak samo jak wypełnianie założeń.
Zupełnie jak w życiu, och. :)
Dzisiaj dwie finałowe sceny aktu drugiego! Wybaczcie zwłokę, bawiąc się czytaniem chociaż w połowie tak dobrze, jak ja pisaniem!
czwartek, 4 lutego 2016
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Widmowy pamiętnik
A raczej... niepamiętnik.
Hej!
Dzisiaj erotyków zabrakło, niestety, ale wyszły wszystkie. A to sobie polazły do czasopism kobiecych, a to do listów zajrzały, a to zmięły się w kulkę i poszybowały do kosza. Nie, dzisiaj erotyków nie będzie. Nawet jednego tyci erotyka.
Za to będzie rozprawka o pisaniu pod wpływem.
Powiadają, górale i niegórale tyż, że słowa pijanych to myśli trzeźwych. W sumie zgadzam się z tym osądem. Ileż to już wypłynęło żali i wypłynęło żalów wraz z ubywaniem ilości substancji w butelce, ojej! Ludzie tracą hamulce, tracą opory podyktowane przez dobre wychowanie, przez przyzwoitość, przez zdrowy rozsadek! Ludzie tracą wszelkie warunkujące ich własną osobę bariery, ramy, które sami pielęgnowali od dawien dawna i w które sami siebie na siłę upychali. Maski, które na co dzień nakładamy, opadają jak liście ścięte pierwszymi jesiennymi przymrozkami. Oto naraz okazuje się, iż możemy wygarnąć całą prawdę szefowi, przekazać najgorsze plotki "przyjaciółce", której przecież tak naprawdę nie znosimy, powiedzieć, co nam leży na wątrobie, a potem zrzucić to na brak pamięci, na odcięcie od prądu, na alkohol!
To... jest... piękne.
Lepiej być sławnym pijakiem niż anonimowym alkoholikiem? Zależy. Alkohol był od zawsze przyjacielem poety. Wino... podobno to ono otwiera furtkę w umyśle, przez którą przeciska się wena. Wódka rozplątuje język a piwo zaprasza do tańca! Alkohol buzujący w żyłach czyni nas nieśmiertelnymi, niepodatnymi na urazy herosami. Dodatkowo pozwala nam wydawać osądy, które na trzeźwo nie przeszłyby nam przez gardło.
To... jest... piękne.
Lepiej powiedzieć raz prawdę, niż całe życie żyć w kłamstwie? Pewnie, wódka z colą także krzyczy to razem z nami! "Uzewnętrznij się, wykrzycz swoje boleści, po mnie wszyscy Cię słuchają, Szara Myszko codziennego świata!"
...
Kurde... Piszcie po alkoholu. Tak, namawiam do tego. Ale piszcie sami dla siebie. Nie bierzcie przykładu z wierszokletów. Nie wyściubiajcie swojej pijanej poezji z trzeźwych szuflad. Chyba, że macie status hipergwiazdy pióra - wtedy to tylko performance. Wtedy to tylko show. Wtedy... wena, malutka furtka, pamiętajcie.
***
Hej!
Dzisiaj erotyków zabrakło, niestety, ale wyszły wszystkie. A to sobie polazły do czasopism kobiecych, a to do listów zajrzały, a to zmięły się w kulkę i poszybowały do kosza. Nie, dzisiaj erotyków nie będzie. Nawet jednego tyci erotyka.
Za to będzie rozprawka o pisaniu pod wpływem.
Powiadają, górale i niegórale tyż, że słowa pijanych to myśli trzeźwych. W sumie zgadzam się z tym osądem. Ileż to już wypłynęło żali i wypłynęło żalów wraz z ubywaniem ilości substancji w butelce, ojej! Ludzie tracą hamulce, tracą opory podyktowane przez dobre wychowanie, przez przyzwoitość, przez zdrowy rozsadek! Ludzie tracą wszelkie warunkujące ich własną osobę bariery, ramy, które sami pielęgnowali od dawien dawna i w które sami siebie na siłę upychali. Maski, które na co dzień nakładamy, opadają jak liście ścięte pierwszymi jesiennymi przymrozkami. Oto naraz okazuje się, iż możemy wygarnąć całą prawdę szefowi, przekazać najgorsze plotki "przyjaciółce", której przecież tak naprawdę nie znosimy, powiedzieć, co nam leży na wątrobie, a potem zrzucić to na brak pamięci, na odcięcie od prądu, na alkohol!
To... jest... piękne.
Lepiej być sławnym pijakiem niż anonimowym alkoholikiem? Zależy. Alkohol był od zawsze przyjacielem poety. Wino... podobno to ono otwiera furtkę w umyśle, przez którą przeciska się wena. Wódka rozplątuje język a piwo zaprasza do tańca! Alkohol buzujący w żyłach czyni nas nieśmiertelnymi, niepodatnymi na urazy herosami. Dodatkowo pozwala nam wydawać osądy, które na trzeźwo nie przeszłyby nam przez gardło.
To... jest... piękne.
Lepiej powiedzieć raz prawdę, niż całe życie żyć w kłamstwie? Pewnie, wódka z colą także krzyczy to razem z nami! "Uzewnętrznij się, wykrzycz swoje boleści, po mnie wszyscy Cię słuchają, Szara Myszko codziennego świata!"
...
Kurde... Piszcie po alkoholu. Tak, namawiam do tego. Ale piszcie sami dla siebie. Nie bierzcie przykładu z wierszokletów. Nie wyściubiajcie swojej pijanej poezji z trzeźwych szuflad. Chyba, że macie status hipergwiazdy pióra - wtedy to tylko performance. Wtedy to tylko show. Wtedy... wena, malutka furtka, pamiętajcie.
***
środa, 13 stycznia 2016
+16przed22
Hej!
Najpierw przeprosiny. wybaczcie braku Parafki pod koniec roku, ale jakoś mi tak spieprzyły te dni w okolicach Sylwestra. Jeeeednak cóż tam, Parafka wróci 30 stycznia, jak to już jest w grafiku od dawna. Jeszcze zdążę Was znudzić tym tworkiem! :)
Teraz sprawy bieżące. Moje postanowienie bycia systematycznym i uporządkowanym już wzięło w łeb, gdyż jest13 a tutaj w nowym roku jeszcze niczego nie publikowałem! Dziesiąty też mi zwiał, ale miałem takie paskudne trzy dni przed nim, że sam siebie rozgrzeszam z tego niedopatrzenia. Z tej niekompetencji i niesystematyczności także.
Dziwny tytuł wybrałem dla dzisiejszego tworka, nie uważacie? A cóż to, nie będzie erotyka? Będzie, będzie... Ale dzisiaj coś z kategorii soft. Jest w tym coś erotycznego... mam nadzieję, że i Wy to wyczujecie. Chociaż z drugiej strony, kontekst. Ważny jest kontekst. Dla jednych piosenka może być "erotyczna", gdyż wiąże się np. ze wspomnieniami intymnych chwil w łóżku, tymczasem dla innych będzie ot, zwykłym kawałkiem zasłuchanym w radyjku. Dla mnie ten utwór jest erotyczny, gdyż... dopowiedzcie sobie sami, Gałgany! :D
A tak na marginesie, wiecie, jaki kawałek przychodzi mi na myśl, gdy ktoś mówi "erotyczny"? Proszę:
A teraz pora na tworek... tak, to chyba najwyższa pora nań.
***
Najpierw przeprosiny. wybaczcie braku Parafki pod koniec roku, ale jakoś mi tak spieprzyły te dni w okolicach Sylwestra. Jeeeednak cóż tam, Parafka wróci 30 stycznia, jak to już jest w grafiku od dawna. Jeszcze zdążę Was znudzić tym tworkiem! :)
Teraz sprawy bieżące. Moje postanowienie bycia systematycznym i uporządkowanym już wzięło w łeb, gdyż jest13 a tutaj w nowym roku jeszcze niczego nie publikowałem! Dziesiąty też mi zwiał, ale miałem takie paskudne trzy dni przed nim, że sam siebie rozgrzeszam z tego niedopatrzenia. Z tej niekompetencji i niesystematyczności także.
Dziwny tytuł wybrałem dla dzisiejszego tworka, nie uważacie? A cóż to, nie będzie erotyka? Będzie, będzie... Ale dzisiaj coś z kategorii soft. Jest w tym coś erotycznego... mam nadzieję, że i Wy to wyczujecie. Chociaż z drugiej strony, kontekst. Ważny jest kontekst. Dla jednych piosenka może być "erotyczna", gdyż wiąże się np. ze wspomnieniami intymnych chwil w łóżku, tymczasem dla innych będzie ot, zwykłym kawałkiem zasłuchanym w radyjku. Dla mnie ten utwór jest erotyczny, gdyż... dopowiedzcie sobie sami, Gałgany! :D
A tak na marginesie, wiecie, jaki kawałek przychodzi mi na myśl, gdy ktoś mówi "erotyczny"? Proszę:
A teraz pora na tworek... tak, to chyba najwyższa pora nań.
***
piątek, 18 grudnia 2015
+18po22, Widmo Retro i Widmowy pamiętnik
Hej!
Obiecałem malutką kumulację dzisiaj, więc pasowałoby się z tej obietnicy jako tako wywiązać.
Zastanawiając się, jakie wybrać tworki do postu, przeleciałem szybko zeszyty... i zdałem sobie sprawę, jak inaczej piszę teraz w porównaniu do początków. Tak, pewnie już to kiedyś pisałem, ale nie omieszkam tego napomknąć znowu. Chciałbym, aby to było związane z poprawianiem warsztatu, z rozwijaniem się, postępem... ale to trochę życzeniowe myślenie. Znaczy się - mam nadzieję, że tak jest! Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że im człowiek starszy, inaczej patrzy na niektóre rzeczy. Może to tylko dojrzewanie?
***
Obiecałem malutką kumulację dzisiaj, więc pasowałoby się z tej obietnicy jako tako wywiązać.
Zastanawiając się, jakie wybrać tworki do postu, przeleciałem szybko zeszyty... i zdałem sobie sprawę, jak inaczej piszę teraz w porównaniu do początków. Tak, pewnie już to kiedyś pisałem, ale nie omieszkam tego napomknąć znowu. Chciałbym, aby to było związane z poprawianiem warsztatu, z rozwijaniem się, postępem... ale to trochę życzeniowe myślenie. Znaczy się - mam nadzieję, że tak jest! Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że im człowiek starszy, inaczej patrzy na niektóre rzeczy. Może to tylko dojrzewanie?
***
poniedziałek, 30 listopada 2015
Różana Parafka
Hej!
Dziwne... na tych wszystkich moich przymusowych urlopach właśnie cykl Parafki ucierpiał najmniej. Zdaję sobie sprawę z tego, iż KaKu zarasta paskudnie, a i erotyki płaczą rzewnymi łzami za nowymi kolegami, zaś Parafka ukazuje się, mniej bum bardziej, systematycznie. nie tak to miało wyglądać, ale...cóż. Grudzień to będzie inna rozmowa. Liczę, że chociaż tutaj się wszystko uspokoi.
Co zaś się tyczy akcji w dzisiejszych dwóch rozdziałach - cóż, przekonajcie się sami, gdyż to nie są krótkie czytanki jak to było ostatnio. To był ten moment pisania, gdy ponownie nabierałem rozpędu, gdy po chwilowym dołeczku piąłem się w górę, albo - stosując porównanie bardziej mechaniczne - zjeżdżałem rowerem długopisu po zboczach weny. Tak... to miłe uczucie, gdy tak się pędzi na złamanie karku.
Dziwne... na tych wszystkich moich przymusowych urlopach właśnie cykl Parafki ucierpiał najmniej. Zdaję sobie sprawę z tego, iż KaKu zarasta paskudnie, a i erotyki płaczą rzewnymi łzami za nowymi kolegami, zaś Parafka ukazuje się, mniej bum bardziej, systematycznie. nie tak to miało wyglądać, ale...cóż. Grudzień to będzie inna rozmowa. Liczę, że chociaż tutaj się wszystko uspokoi.
Co zaś się tyczy akcji w dzisiejszych dwóch rozdziałach - cóż, przekonajcie się sami, gdyż to nie są krótkie czytanki jak to było ostatnio. To był ten moment pisania, gdy ponownie nabierałem rozpędu, gdy po chwilowym dołeczku piąłem się w górę, albo - stosując porównanie bardziej mechaniczne - zjeżdżałem rowerem długopisu po zboczach weny. Tak... to miłe uczucie, gdy tak się pędzi na złamanie karku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)